Pełna nuklearyzacja Polski: Czas i koszty

Dzisiaj odpowiem na bardzo ważne pytanie. Ile kosztowałaby pełna nuklearyzacja Polski i jak długo by to trwało?
Wprawdzie pisałem o reaktorach kanałowych, jednakże nuklearyzacja ciepłownictwa ma większy priorytet a same, nowego typu reaktory kanałowe, mogłyby się okazać mniej ekonomiczne od reaktorów PWR, dlatego ten szacunek oprę na założeniu, że zakupimy reaktory PWR i zbudujemy ciepłownie, których koszt szacuję na $500-$1000/kW mocy cieplnej. Za koszt reaktora PWR przyjąłem $4000/kWₑ, gdyż tyle kosztowała elektrownia Barakah a dostawcy stosownych technologii, mając gwarancję kolejnych zamówień w ilościach hurtowych, powinni zgodzić się na taką cenę.
Załóżmy, że rozpoczynamy od nuklearyzacji ciepłownictwa za gotówkę z państwowej kasy. Jeżeli sprywatyzujemy cały sektor górnictwa węglowego (którego wartość, po uporządkowaniu sytuacji z OPZZ i resztą górniczych związków zawodowych, i wynikającą z ich działań skrajnej niegospodarności, powinna wynieść około 20mld PLN, biorąc pod uwagę ceny węgla, wydobycie, itp.) to sfinansujemy w ten sposób co najmniej 5GW mocy cieplnych. Konieczne jest zainstalowanie 56GW mocy cieplnych, gdyż tyle tego jest w sieciach ciepłowniczych obecnie. Roczne dopłaty do sektora węglowego wynoszą 3,3mld PLN, natomiast opłaty za emisje CO₂ – około 18mld PLN. Oczywiście wpływy z niej, wraz z nuklearyzacją, będą spadać, ale prowadząc optymalizację budżetu, wystarczające środki znajdą się gdzie indziej, by podtrzymać jej stałe tempo. Razem da to 21,3mld PLN rocznie. W przybliżeniu, nuklearyzacja ciepłownictwa przy tym finansowaniu, zabierze 10 lat (gdyż kosztowałoby to 216 mld PLN). Ciepłownie te byłyby pierwotnie zasilane zużytym paliwem z reaktorów elektroenergetycznych, poddanym recyklingowi, importowanym na przykład z Francji czy USA. Później będziemy musieli zainstalować przynajmniej 40GWₑ EJ, które dostarczą około 1080 ton tego surowca rocznie. Wystarczy to do zasilenia reaktorów ciepłowniczych (które opisałem w jednym z poprzednich wpisów) o łącznej mocy cieplnej około 50GW-60GW (co oszacowałem na podstawie danych na temat reaktorów ciężkowodnych, takich jak CANDU i IPHWR i faktu, iż zużyte paliwo z PWR zawiera 1,5%-2% izotopów rozszczepialnych w swojej masie, w przeciwieństwie do uranu naturalnego, zawierającego jedynie 0,7% izotopu rozszczepialnego ²³⁵U, którym zasilane są elektroenergetyczne reaktory ciężkowodne). Oznacza to, że paliwa dla reaktorów kanałowych elektroenergetycznych, pochodzenia krajowego, mogłoby już nie starczyć.
Teraz rozważę nuklearyzację elektroenergetyki. Przy 16mld PLN koszcie budowy elektrowni o mocy elektrycznej 1GW (z której ciepło, odbierane przez skraplacz, ze względu na niską temperaturę, byłoby odpadowe, więc nie liczę ich do ciepłownictwa a dogrzewanie tej wody tak, by nadawała się do sieci ciepłowniczej, mijałoby się trochę z celem ze względu na koszta i konieczność tworzenia długich linii przesyłowych dla letniej wody), sfinansowanie ich za roczny budżet 21,3mld PLN zajęłoby, dla 40GW, 30 lat. Jednakże, pożyczając na ich budowę środki na 2% z państwowej kasy zajmie to mniej czasu. Ich LCOE w okresie spłaty wynosiłoby 19,4gr/kWh (mniej-więcej tyle, co energia z węgla, jednakże w związku z brakiem opłaty za emisję CO₂ dla konsumenta byłaby minimalnie tańsza), natomiast przez kolejne 60-80 lat po spłacie – 4gr-5gr/kWh, czyli $10-$12/MWh – innych, tak tanich źródeł energii nie ma. Spłata pożyczki byłaby zawieszona na okres budowy a elektrownia spłacałaby ją w 23 rocznych ratach po 1,26 mld PLN (jej koszt, wraz z kosztem kapitału, wyniósłby 16*1,01³⁰, czyli 29 mld PLN). Biorąc pod uwagę zwrot z tych pożyczek, który rozpocząłby się po 7 latach, bylibyśmy wstanie sfinansować kosztującą 640mld PLN budowę nowych elektrowni w 19 lat, co pokryłoby się w czasie z okresem wyeksploatowania (czyli wyłączenia z użytku z powodów technicznych) znajdujących się w Polsce elektrowni węglowych. Wynika to z faktu, iż po 7 latach zaczęłyby się spłaty, wynoszące ilość zainstalowanych w danym roku GW, pomnożoną przez 1,26mld PLN właśnie oraz założenia, że te środki szły by na finansowanie kolejnych EJ. Ostatecznie budowa tych elektrowni zakończyłaby się po 26 latach (w związku ze sfinansowaniem ostatniej po 19 latach) a skarb państwa zyskałby dodatkowe 312 mld PLN ze spłaconych pożyczek. Ważnym byłaby dywersyfikacja podmiotów, budujących te elektrownie za państwowe pożyczki i zapobieżenie się późniejszemu zlewaniu się ich tak, by utrzymać wysoki stopień konkurencji pomiędzy nimi, tak by ceny energii po spłacie pożyczek spadły do możliwie najniższego poziomu dla konsumenta.
Odpowiedź na pytanie, jak prędko dałoby się w pełni znuklearyzować Polskę i ile by to kosztowało, brzmi więc: 36 lat i 856mld PLN, wydanych na pożyczki, z których zysk wyniósłby 312 mld PLN i budowę ciepłowni za gotówkę. Dodatkowo zaistniałyby oszczędności na opiece zdrowotnej i korzyści środowiskowe, które na pewno liczyłyby się w dziesiątkach miliardów złotych rocznie, jednakże nie potrafię ich dokładnie ocenić. W tych rachunkach nie objąłem zastąpienia gazu ziemnego jako źródła ciepła wysokotemperaturowego dla przemysłu chemicznego, jednakże jako że mam liberalne podejście do kwestii prawa jądrowego, optowałbym za tym, by ten sam mógł inwestować w na przykład SMR wysokotemperaturowe, chłodzone ciekłymi metalami w tym celu. Takie źródła ciepła ostatecznie powinny wyjść taniej niż gaz, więc dla przedsiębiorców chemicznych powinny być atrakcyjne. Na zdjęciu: elektrownia jądrowa Barakah w trakcie budowy.